"Przeciwieństwem stanu snu jest stan czuwania" czyli jak Delma uratowała świat przed degrengoladą 2010-09-23 20:40:55

 

Kurza Stópka! Znaczy-Hejka! Kurza Stópka,bo już od tygodnia siedzę z teleskopem schowany za skałą,aby dojrzeć. Znaczy jak trzeba to wyglądam zza tej skały,nie to że patrzę przez teleskop mając cały czas przed sobą obraz litej skały. Bo naprawdę próbuję dojrzeć! Obiecuję! Uwierz mi,proszę... Ale te opary zderzenia są tak trwałe jak potrafią być trwałe piękne perfumy,których nuta głębi jest zrobiona z piżma i paczuli. I nic a nic nie widać stateczków piratków. Ale za to! udało mi się odnaleźć w pewnej grocie manuskrypt,który był przykryty jakimś kielichem z wygrawerowanym napisem "Św.Grall". Nie potrzebowałem żadnego naczynia to i go wyrzuciłem. Ale to co było pod nim baaaardzo mnie zaciekawiło. To i tu wrzucę. I już. Buena Vista Kista Kista(?)!

 

"Tam,gdzie zaciera się granica między jawą a margaryną"

„ -Po co Ci Delma,margaryna piękna?

-Abym smarowała dupę,co by mi przy analu nie pękła.

-Taaaak. Hasło prawidłowe.-powiedział mężczyzna w prochowcu -W takim razie musisz być Kristal Carmen-Gustlik.

-A i owszem. -odpowiedziała kobieta w pulloverze- Ty zaś jesteś Alfonso De la Hoya-Włodarczyk-Fernando?

-Tak. Bez dalszego, zbędnego klepania się po tyłkach: w jakim celu Matka Przełożona zorganizowała to małe spotkanko? A może powinienem powiedzieć,Rande-Vous?- Al uśmiechnął się zawadiacko

-Och... Bo zaleję się rumieńcem! -powiedziała kobieta,po czym zalała się rumieńcem -Musiałam się z Tobą spotkać,aby wyjawić pewną tajemnicę .

-Jak bardzo tajemniczą?- zaciekawił się mężczyzna

-W chuj.

-Oho!

-Właśnie. Bo zdaję się,że wszelkimi możliwymi sposobami próbujesz dociec,kto jest Twoim ojcem.

-Zgadza się – zgodził się.

-Tak więc mam poufną...

-W chuj ? – wtrącił Włodzio

-Tak. W chuj poufną informację.Tylko dla Twoich oczu.

-Oczu? –zdziwił się A

-A czym patrzysz?

-... Oczami?

-Brawo!

-Ha!- ucieszył się A.

-W każdym bądź razie mam Ci coś do pokazania -powiedziała Kristal,po czym zdjęła perukę i odwróciła tył głowy w stronę Mężczyzny

-„ I nawet Ja tu byłem,gołym tyłkiem na tej głowię się wierciłem.

Joshua” –przeczytał Al.

-A nie.To z ostatniego sylwestra –speszyła się Kristal i odwróciła bokiem- A tu?

-„

-A nie-e. To jak byłam na wycieczce dla Szwagrów w Illinois. – coraz bardziej irytowała się K. – z drugiej strony!

-„Luke! I’m Your Father!

Podpisano-Darth Vader”. VADER JEST MOIM OJCEM!?- De la Hoya nie mógł uwierzyć

-KURWA! NIE! To mi matka dziś z rana zostawiła notatkę,żebym chleb kupiła- wysprzęgliła się K. -A co mam na czole?

-""

-Oż.... A z tyłu,na szyji? - K. kręciła się i kręciła, a potem traciła i traciła cierpliwość,jak jakiś Utracjusz...czy coś

-Kaktus Ci wyrósł!

-Jajebie.... Czekaj. A zobacz co mam na podniebieniu. –Gustlik szerzej otworzyła japę

-Nie widzę ;/... Masz czarne podniebienie... CZEKAJ! CZARNE PODNIEBIENIE!?!?- krzyknął w przerażonym zdziwieniu De La- CZY TO ZNACZY,ŻE...

-TAK! –przerwała  Kris.-TO ZNACZY,ŻE TWÓJ OJCIEC JEST... „

JEEEEEEBS!

Duży but na koturnie trafił w sam środek 14,99 calowego,czarnobiałego telewizora firmy „coścomawięcejniż15calijestbezsensu”. Trzeba przyznać,że te nowe, czeczeńsko-romskie telenowele robią się coraz głupsze,przyznał sobie rzeczowym tonem Józef K. Herbu Ostroga, po czym wstał z kanapy i poszedł zagotować wodę na kawę. W kuchni z głośników radioodbiornika sączyła się muzyka radosna(coś jak „lalalala”). Akurat słychać było przebój duetu Pan Hak ‘n’ Mister Bush: ”Moją pasją jest zabijanie,w ogrodzie Rycha,ludzi siekierą feat. Tylko Ty,Kurwa Maryla!”,który utrzymywał się na pierwszym miejscu wszystkich list przebojów <zerka na zegarek> od 17 lat 315 dni 12 godzin i 14 minut. Niezła nutka,pomyślał Józef wsypując 13 łyżkę kawy do wiadra. Trzeba mu przyznać,że lubił troszkę mocniejszą poranną kawusię. Gdy czajnik charakterystycznym gwizdem,oświadczył że woda się zagotowałą, J.K szybkim ruchem złapał za wiadro i wsypał całą jego zawartość do gardła,po czym oblał sobie klatę wrzątkiem. Gdy otwartymi dłońmi energicznie masował swoje sutki,w drzwiach kuchni pojawiła się jego żona.

-Ty jakiś pojebany jesteś. –stwierdziła żona

-Jestem Prawnikiem!

-Tak? To poproszę jakiś akt poświadczenia dziedziczenia!

-A w ryj nie chcesz?

-To aktów zabrakło?

-Tak =((( -posmutniał J., a jego głos wydawał się być uktany mrozem

-Och! Już się nie przejmuj. Każdy może być chujowym notariuszem. Nie ty jeden =) –próbowała nad wyraz umiejętnie pocieszać żona

-Naprawdę tak sądzisz,Teresko? –zapytał Józek, ocierając łzy

-Nie,żartowałam. Jesteś najbardziej chujowym i niedorzecznym notariuszem,jaka ta ziemia nosiła. Pewnie nie umiesz nawet tak ładnie śpiewać-Lalalala. –rzuciła mu w twarz,niczym śliską rybą, Tereska, po czym odwróciła się na pięcie,bo miała tylko jedną nogę, i w podskokach jednonożnych wyskoczyła z kuchni.

Józefowi zrobiło się smutno. Nie, nie dlatego, że był słaby jak barszcz. Przypomniało mu się, iż zapomniał dokładnie przeżuć kawy, a ta już od dłuższego czasu tkwiła mu w przełyku niczym czop. Zanim pomyślał, żeby ją przełknąć, właśnie miał umrzeć. Nie, nie dlatego, że się udławił. Właśnie fortepian spadał mu na głowę. I z takim charakterystycznym „ C E E D F F C E G” Józef K Herbu Ostroga odszedł z tego świata. Kopnął w kalendarz. Wykitował. Wąchał kwiatki od spodu. Odwalił kitę. Jebło mu życie. Zaczął śpiewać w chórze anielskim...

*Co? Jakim znowu chórze anielskiem?

** ZaMkNiJ RyJ! DziSiAj Ja prOWadZę AkcjĘ!

*...przepraszam

!!!*** ZAMKNĄĆ SIĘ OBAJ!!! CHOĆ SWOJĄ DROGĄ, JAKIM ANIELSKIEM CHÓRZE, DO JASNEJ ANIELCI!? ***!!!

 

Tymczasem w niebie.

 

-Lalalala – radośnie śpiewał sobie anielski chór, gdy Józef K powoli budził się w oparze różowej chmurki, która przybierała kolor różowego, niewidzialnego jednorożca.

-Oi! – krzyknął J. do aniołków

- Lalalala- odśpiewał wesoło anielski chór

-Słucham? – zaciekawił się J.K

-Nie słucham,bo cię wyrucham. Lalalala. – skocznie zaśpiewał chórek

-Czy jestem w niebie?- nie dawał za wygraną przybysz

-Lalalala- z werwą odpowiedziały aniołeczki

-Czy mogłybyście doprecyzować?

- LaLAlALA- doprecyzowały milutkim śpiewem

-Acha – zrozumiał J. – To znaczy,że jestem ostatnim bohaterem niebios,ostatnim sprawiedliwym apostołem, który swoją niepomierną odwagą i niezłomną wiarą ma poprowadzić, pod sztandarem miłości i braterstwa, zastępy anielskie do ostatniego boju z połączonymi armiami Beliala, Leviathana, Mastemy i Samuela, aby dopełniła się Przepowiednia Siódmej Pieczęci, by PAN powrócił z banicji zapomnienia i raz jeszcze stworzył Eden,zarówno na niebie jak i na ziemii,a Jego Królestwu nie będzie końca?

-Nie. Po prostu umarłeś i chuj nas boli co będziesz robił,popaprańcu. Lalalala- wesoło zaintonował chór anielski

Józef K zaniemówił. Nie, nie dlatego, że aniołki okazały się bardzo zarozumiałymi i niegrzecznymi Smykami. Zaniemówił i padł krzyżem na różową chmurkę, gdyż jego uszu dobiegł GŁOS.

 

POWSTAŃ JÓZEFIE KAWKO ,HERBU OSTROGA,SYNU SWOJEJ MATKI I LISTONOSZA, BRACIE ANATOLA I  KOŁPAKA, OJCZE SKANDYNAWSKIEGO PSA RASY JAMNIK,DWÓCH ŚWINEK MORSKICH Z IMADŁOGRODU I JEDNEGO AGREGATU PRĄDOTWÓRCZEGO

-PANIE! To naprawdę TY!??!?!?!?!?!! – podniecił się niebotycznie  J.K, chyląc nisko w pokorze głowę przed miejscem, z którego niósł się przepotężny i twardy GŁOS

-Nie, ty tępa franco! To my, drugi chórek anielski. Patrzcie jaka ciota, łyknął to! Lalalala- radośnie zaśpiewał drugi chórek anielski

Józef K posmutniał =(( Powstał, otrzepując kolana i resztę ciałka z niewidzialnego,różowego pyłku koloru niewidzialnego, różowego jednorożca, po czym pokazał niegrzecznym aniołkom język i ruszył przed siebie.

Znaczy nie do końca przed siebie,bo tam akurat stały  chórki, ale tak się mówi. W każdym bądź razie ruszył w stronę jedynej ciemnej budowli w zasięgu wzroku,w tym obrzydliwie przesłodzonym i lukrecjowym miejscu. W końcu idąc jaskrawą,oczojebną,różową ścieżeczką ( inaczej nie da się czegoś tak przesłodzonego nazwać. Bo co? Ścieżka? Droga? Nawet Dróżka nie jest odpowiednio słodziuteńkim słoweczkiem, aby to określić)  doszedł do budynku. Po krótkich oględzinach zorientował się, iż jest to w zasadzie szalet, tylko że strasznie ponury i mroczny, jak czarny pies. Gdy otworzył drzwi i ujrzał w środku jeszcze jeden śpiewający chórek anielski, ktoś z całej siły kopnął go w plecy(tzw.Kick). Wtedy też powoli zaczął otwierać oczy i dojrzał spadający mu na łeb fortepian. Gdy znów otworzył oczy, zorientował się ,że siedzi w pierwszej klasie samolotu.

- Podać panu gorący ręcznik, czy może bardziej reflektuje pan na rozgrzaną małolatkę?- spytała uprzejmie Stewardessa

-Lalalala – odśpiewał dźwięcznie i radośnie Józef K.

Nie dziwiąc się swojemu śpiewaniu nic a nic, Józek dostrzegł kątem oka jak parę miejsc za nim Leonardo DiCaprio przybija Haj Fajfa jakiemuś ponuremu Japońcowi.

 

 

 

Zu Ende gehen,albo jak to mówimy my,kręcące się bączki zabawki w umyśle,które są ideą mocniej zakorzenioną w jaźni ludzkiej niż wirus czy tasiemiec- INCEPCJAAAAAAAA!

 

skomentuj (3)

"Domek,który Straszy" czyli jak wszyscy lubią Mięsko i co robić ze zmarłymi 2010-09-19 22:41:42

DZIEEEEEŃ-DOOOO-BRYYYYY! Jak to często w życiu bywa, raz coś się dzieje,a raz nie. Tak, życie polega trochę na działaniu albo zaniechaniu. Czasem na bezpodstawnym wzbogaceniu,a czasem na delikcie. Niekiedy wywiązujemy się z kontraktów należycie,natomiast od czasu do czasu zdaży nam się popaść w zwłokę przy zobowiązaniach wzajemnych i wierzyciel,po tym jak świadczenie straciło dla niego całkowicie znaczenie,nie przyjmuje go i żadą od nas naprawienia szkody. Taaaaaaaak. Różne rzeczy się ludziom przytrafiają. Także na przykład to,że teraz nie będzie o SLPP,gdyż gdzieś schował się za oparem zderzenia i nie sposób było zdać relacji z tego,co tam się dzieje. No,ale udało mi się  znaleźć taki jeden rękopis w Saragossie,to pomyślałem,że go tu wrzucę. Cybulski mógł to i ja gorszy nie będę.

"Domek,który Straszy"(HA-HA! Tytułu to już nikt się nie spodziewał!)

Był jesienny,ponury wieczór.Ciemność za oknem gęstniała z każdą chwilą,a wiatr jęczał i wył potępieńczym
skowytem. Stare okiennice trzaskały złowieszczo o drewniane framugi,przez które podmuchy lodowatego powietrza
dostawały się do izby. Ciężka pościel nie potrafiła ochronić przed skostniałymi igiełkami chłodu. Na ścianach
pokoju cienie drzew przybierały fantasmagoryjne kształty,a ostatnia ze świec zgasła niczym zapałka zapalając
papieosa.

Mała Dziewczynka podciągnęła kołdrę pod samą szyję.

Ale piździ po chuju,pomyślała i zaraz potem skarciła się w myślach. Ależ zimno na Boga miłego,poprawiła się.
Nie zmieniło to jednak faktu ogólnej zimności i atmosfery niczym z horroru wyjętej. Naprawdę! Brakowało
tylko,żeby coś wyskoczyło z szafy i zrobiło:UAUAUAUUAUAUAUAUUAUAUAhej.

-UAUAUAUUAUAUAUAUUAUAUAhej.-krzyknął Jeti po wyskoczeniu z szafy.
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAa- odpowiedziała nie w ciemie bitym krzykiem Dziewczynka
-No i po co się drzesz? Sąsiadów obudisz!-zbulwersował się Jetosław
-Przepraszam.Spanikowałam.Czy będziesz mnie dotykać?
-No wiesz? Cóż to za pomysły? - zdziwił się nienażarty i nie na żarty JaJeti
-Bo ja myślałam....bo..koleżanki w szkole się chwaliły,że dostają Jeansy albo Buty za dotykanie...
-No i?
-I też bym chciała!
-Ale Ty przecież masz burchelki na stópkach i nóżkach,to nie są Ci potrzebne.
-Acha :) Zapomniałam :)
-Jesteś głupia,wiesz?
-Jestem Malutka!
-Sama jesteś Malutka!
-A nie bo ty!
-A nie bo!
-A nie!
-A!
-!
-Ups. Przegrałem :( -posmutniał Jeti po czym w akcie skruchy i poniżenia jebnął na łeb z 3 piętra przez okno.
Znaczy na początku zatrzymał się na trzaskających okiennicach,ale pomocna Dziewczynka uprzejmie otworzyła je
szerzej i z głośnym "PROSZĘ!" wypchnęła szafowegostwora.
-Ojejku-skonsternowała się Dz. ,gdy zrozumiała, że właśnie wypchnęła własnego ojca za okno. -Muszę pamiętać,żeby nie brać wszystkiego co się świeci za srokę. Albo po prostu pamiętać,że mój ojciec...- dziewczynka wyjrzała przez okno- że mój BYŁY ojciec BYŁ chorym fetyszystą lubiącym się przebierać za śnieżnobiałe stwory.
-I co my z tym teraz zrobimy Kubusiu?-zapytała dziewczynka leżacego na nocnej szafce Soka
-Chuj mnie to boli. Nie pomogę Ci. Jestem sokiem :|
-Acha...No cóż trzeba się wziąć w garść- powiedziała DZ, po czym wzięła w garść Kubusia i posłała go w ślad za
Ojcem. Naprawdę nie lubiła,gdy ktoś przeklinał. Strasznie ją to wkurwiało.<słychać uderzenie kilofa o głowę>
(*AŁA!)
<przeprasza i skreśla>
Strasznie ją to denerwowało.

Po chwili zastanowienia Dziewczynka postanowiła zejść na dół, co by posprzątać tatuśka z podjazdu. I Kubusia :(
Powolutku,ale to tak naprawdę powoli...No na dobrą sprawę to trzy minuty te drzwi otwierała,a one skrzypiały i
skrzypiały jak skrzypek na dachu.Tak,bo te drzwi takie znane melodyjki wygrywały. Takie- Tirirrurirruriur.Ładnie :)
Dzrzwi otworzyły się ze skrzypem.A na nich był skrzep.Krwi.
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaa- raz wtóry Dziewczynka krzyknęła.Bała się. Będąc u siebie w domu,znajdować takie rzeczy?!
Wtem ją olśniło.
Przypomniała sobie wieczorne wiadomości.
*"W JebiętwojąstarąStanie rozwścieczony tłum powiesił za nogi na boki prezydenta i pół premiera,którym zarzucono bezprawne(i zawinione)wykorzystywanie funduszy dotacyjnych z Międzynarodowej Organizacji Ludzi Przykutych Do Wózka na finansowanie walki z Niepełnosprawnymi, za pomocą bicia ich kończyń drewnianymi lagami, pod hasłem "Pełnosprawna
Siła".

Nie,to nie to.

*"W Koszlinie,powtarzamy w koSZLinie, stworzyli nowy rodzaj koszów z linami".

Nie,to też nie to.

*"W mieście stołecznym Trąbka Pompka, został stratowany meżczyzna przez grupę imadeł,biorących udział w corocznym
maratonie,na rzecz niedowodnionych dzieci z wodogłowiem z Buczaczu,aby ową wodą tą wyjąć z ich głowek i napoić
ich niedowodnione brzuszki i ustka."

Buahaha. Zgniła w myślach. Ale nie,to też nie to.

*"W niedalekiej przyszłości został wysłany do naszych czasów wysłannik,który poprzez zagięcia czasoprzestrzenne i
stare kalesony wypełnione elektrycznymi węgorzami, przemieszcza się w czasie i próbuje zmieniać bieg historii,aby
dokonać srogiej zemsty."

Hmmmm... Tylko co ma do tego skrzep krwi,który pojawił się w niewyjaśnionych okolicznościach?

*"Tam gdzie się zjawia wysłannik z niedalekiej przyszłości wszędzie pojawiają się, w niewyjaśnionych
okolicznościach, strzępy krwi na drzwiach."


Hmmm... A może to Tata po prostu miał comiesięcznego demona i zamiast podpaski użył drzwi?

*"Ponadto najnowsze wieści-mężczyźni nie mają miesiączek.Chcielibyśmy poinformować,że Jeti też nie."

Dziewczynka nie była przekonana.

*"Kurwa!Albo uwierzysz,że to węgorzowy wysłannik,albo zakończe to opowiadanie i już nigdy do niego nie wrócę. A
Ciebie wyjebię na jakąś małą gwiazdę,na którą by nawet Mały Książe wstydził się zajrzeć."

Dziewczynka ciągle nie dawała za wygranie swoim nieprzekonaniem.

*"JAJEBIE!!!! Potem wstawię tam łóżko z dużą ilością obrotowych wichajstrów i imadeł,paroma skórzanymi paskami,3
kotkami,serem,kajdankami i muzyką Maryli Rodowicz."

Dziewczynka jakoś tak nie do koń...

*"A potem Cię do niego przywiążę i wstawię tam jeszcze Polana Romańskiego..."

Dziewczynka zaniemówiła w myślach.
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaa-krzyknęła- To musi być w moim domu wysłannik z przyszłości!(*No!)
Bojęsiębojęsiębojęsię....Namiłegobogabogamiłego co mam zrobić,pomyślała w strachu Dz. (*Starczy tego pomagania.Ja
tu tylko piszę. I jestem Koniem :|).Jeśli ten złowrogi węgorzowy wysłannik jest u mnie w domu to mam
przechlapane. Znaczy nie tak mocno jak na przykład naziści pod Monte Cassino,ale... Ej. Na dobrą sprawę to nawet
nie wiem czego on szuka w moim domu.A TAK NA MEGA DOBRĄ SPRAWĘ,to może autor się pomylił i to wcale nie jest gość
w starych kalesonach z węgorzami . W ogóle co to za pomysł,żeby stare kal(*Bo Ci jebne za podważanie pomysłów!)
żeby stare kalarepy zjadać w dni powszednie? Naprawdę nie wiem co to za pomysł...ufff,odetchnęła z ulgą  w myślach
dziewczynka.Trzeba sprawdzić co się czai w tym mroku,postanowiła.
Dziewczynka po cichutku szła korytarzem, aż znalazła się u szczytu schodów. Znaczy ciężko to było nazwać
schodami. Jak ostatnim razem Ciotka Elizabeth była u nich na Czwarto-Lipcowym Grillu to trochę się tu
pozmieniało.Bo ciotka ważyła tak na oko z 314 kilogramów i zajebiście,ale to zajebiście lubiła spadać ze schodów
u swojej rodziny. A niektóre schody nie potrafią wytrzymywać dużych nacisków siły,bo niektórzy Tatusiowie nie
potrafią ich dobrze zbudować i to jest Tatusiów wina.
Zastanawiając się nad wesołymi perypetiami swojej szalonej i ekscentrycznej rodzinki,Dziewczynka nawet nie
zauważyła dwóch postaci W Mroku. Tylko ich usłyszała. Mówili coś o jakiś Kredensikach,Wielorybeczkach i Mroku.A
potem się bili. Nie chcąć przerywać miłej zabawy,Dz. skakała w dół ze schod...z tego co kiedyś było schodami.
Będąc na dole,zobaczyła uchylone drzwi salonu,zza których sączyło się światło. M.D.(nie,nie skrót od doktor po
angielsku,ale Mała Dziewczynka)zbliżyła się do nich.Następnie leciutko je pchnęła. Tylko biedna zapomniała o
swojej niebotycznej sile ,która czasem się pojawiała :( I wyjebała te biedne drzwi z framugi prosto na środek salonu.
Ups,przebiegło jej przez myśl.
A potem wystrzelił jej jeden burchelek ze stópki. Nie wiadomo czemu. Czasem tak się dzieje w nocy jak niszczy się
mienie Domku.
Dziew. zobaczyła,że fotel,który zazwyczaj był skierowany w stronę drzwi...a raczej obecnej dziury w ścianie,tym
razem stał odwrotnie. Znaczy się w drugą stronę. Był skierowany w stronę ściany przeciwległej do tej,w której
była dziura.
-E tam. Nic takiego.Pewnie Ś.P Tatko przekręcił fotel-rzuciła na głos dziewczynka-wracam spać.
-NIE NIE NIE NIE!! Czekaj!-odpowiedziało coż z odwróconego fotela-Jestem tu, jestem!
-Kurcze. To trochę zrujnowałam wejście,co? -zasmuciła się Dz. =((
-Troszkę... To zróbmy tak,że zamkniesz oczy i spróbujemy jeszcze raz.Ok?
-Ok!
Zamknęła oczy. Następnie je otworzyła.
-E tam. Nic takiego.Pewnie Ś.P Tatko przekręcił fotel-rzuciła na głos dziewczynka-wracam spać.
-...Jajebie. Ty jakaś głupia jesteś? Nie masz jeszcze raz tego powtarzać,tylko zrobić tak,jakby odwrócony fotel
był niesamowitą niesamowitością! Nie na darmo męczyłam się z nim 4 godziny,żeby go obrócić!- GŁOS był baaaardzo
poirytowany
-Japrzepraszam-wybełkotała Dz.-Bo czasem nie wiem jak się zachować :( Mój Tata mówi...mówiŁ,że jak byłam mała to
podpalił mi kołyskę,a Mama gasiła ją łopat...
-PRZESTAŃ! Zamknij po prostu Oczy!
-Psieprasiam
Zamknęła.
I znów otworzyła
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaa-krzyknęła Mała Dziewczynka ustami sinymi z przerażenia- CZEMU TEN FOTEL JEST ODWRÓCONY! CÓŻ TO ZA MAKABRYCZNA GRA! JAKIŻ TO POKRĘCONY UMYSŁ MÓGŁ SIĘ PORWAĆ NA COŚ TAK PRZERAŹLIWIE DANTEJSKIEGO JAK ODWRACANIE FOTELA! W JAKĄ TO ROZGRYWKĘ,O JA BIEDNA,SIĘ WPLĄTAŁAM!
-HA-HA-HA!-głos zza fotela wydał z siebie szatański śmiech,który wręcz OCIEKAŁ dumą. No w sumie nieźle wystraszył
tą małą. <brawo>- Znów się spotykamy Mała Dziewczynko! Może pamiętasz mnie?
-nie :/
-PRZESTAŃ! Wracaj do odgrywania roli!
-NA MIŁEGO BOGA O GŁOSIE ZZA FOTELA,NIE WIEM KTO ZACZ!-dziewczynka wróciła do strachu
-HA-HA-HA! Może niezdajesz sobie sprawy,ale to JA! Twoja Pani Pedagog!
-ALE CZEMUŻ TO?!!??!!?!
-Pamiętasz może jak kiedyś przybyłaś do mnie? Zapłakana? I ja Ci pomogłam odzyskać równowagę psychiczną.A
przynajmniej tak myślałam. Bo Ty wcale nie przestałaś się bać Jetich,prawda?
-...
-ODPOWIADAJ!-krzyknęła P.P wciąż nie odwracając się z fotelem
-Praw-wwww-wwwww-wwww-wda -zaczęła jąkać się Dz.
-Ha! Tak też myślałam! Bo widzisz moja droga,wtedy chciałam zapalić cygaro. Tylko w swojej dumie zamiast
niego,podpaliłam sobie usta. I spłonełam. I dopiero w niedalekiej przyszłości udało się mnie wskrzesić(albo raczej jako tako wróciłam do normalnego stanu...). I przybywam teraz stamtąd,aby dokonać krawej zemsty na tej,która sprawiła mi ten niewyobrażalny ból i cierpienie!- aż fotel zaczął się trząść,tak podniecała się P.P
-Czyli na kim?-zdziwiła się Mała Dziewczynka
(*Facepalm)
P.P też zrobiła Facepalma.
-Zgadnij.
-Matka Teresa z Kalkuty?
-Nie.
-Święty Józef z Arymateji?
-Nie.
-3 konkubina księcia Johana Von Gruźlica z Tancani Wschodniej?
-Nie-e. Ale zgaduj dalej. Mi się nigdzie nie śpieszy.Mamy czas na to,co zaplanowałam.
-Pan Józef spod 4? -P.P przecząco kiwała wciąż głową- Rysiek z Klanu? Babajaga? Piotruś Pan? Jacek Placek? Ten
skurwiel z 12 ulicy? Mama?
-Czyjaś napewno.
-Agent Bolek? Tomcio Paluch? Kapitan Statku? Joshua? Ja...
-O,ciepło,ciepło!
-Jacek Placek?-zdziwiła się Dz.
(*Jebnę CI! Taki rebus. Ze słów Jacek Placek wyrzuć wszystko oprócz JA i wtedy to powiedz)
-Ja?
-HAHAHAH! Tak! Na tobie wywrę swą zemstę! I teraz gotuj się na spotkanie ze swoim losem!-krzyknęła P.P po czym
powoli zaczęła obracać fotel.
Gdy się odwrócił Dz. wyszły oczy z Orbit.Bo zobaczyła:





A co to? Nie,tego nie zobaczyła. Zobaczyło TOOOO!!!!!:



-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaa-krzyknęła przestraszona dziewczynka
-Tak,to prawda! Jestem wysłannikiem z przyszłości! I tak! Stałam się morderczym Kabanosem! Tyle udało się
stworzyć z moich popiołów! Ale teraz! Teraz,moja droga,umrzesz!
-Nieprawda.
-Co nieprawda?
-Nie-praw-da- przesylabizowała dziewczynka
-O boże,wiem co to nieprawda-odpowiedziała rozgniewana Kabanos/P.P po czym odruchowo chciała zapisać nowość
słowną w podręcznym kajecie,ale nie miała rąk,aby tego dokonać :( - Ty mi nie wierzysz?
-Nie?
-Czemu?
-Bo nie ma dżemu?
-Gdzieś napewno.
-Acha.
-Boisz się jesz... NIE KONSTERNUJ MNIE! PRZYSZŁAM,a nawet przyleciałam z przyszłości,ŻEBY CIĘ ZNISZCZYĆ! NIE WEŹMIESZ MNIE NA TE SWOJE TRIKI MIKI FIKU MIKU!
-Ale za to zapomniałaś chyba o mojej tajnej broni!-dziewczynka wystrzeliła ręką za ścianę
-A cóż to może być? Nie pokonasz mnie nigdy!
-Chyba,że będę miała to!-krzyknęła Dz. po czym wyciągnęła zza ściany Czerwoną Kukurydzę na kiju,którą kupiła na
Święcie Roślinek


-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEe-krzyknęło PP,po czym eksplodowała. Tak po prostu. Fik Pstryk! Wiedziała bowiem,że czerwona kukurydza z kabanosem ni jak nie pasuje,a do tego węgorze zaczęły podpływać jej do samego sedna kalesonów i zaczęło się tam robić nieciekawie. Nawet
mruczenie foczne w okolicach podbrzusza nie pomogło.

Dziewczynka dumna ze swojego sukcesu czasowo-wymiarowo-mięsno-roślinno-rybno-odzieżowo-edukacyjnego rozsiadła się w ODWRÓCONYM FOTELU i powoli zaczęła oskubywać czerwoną kukurydzę. Smaczna!,pomyślała.
Nie pamiętała jednak o jednej rzeczy.
Może i P.kabanos.P wybuchnęła i zniknęła.
Może i nie było już zagrożenia.
Może nastała harmonia i radość.
Może i kukurydza dziwnie wygląda w barwach szkarłatu i karmazynu.
Może fotele wcale nie tak trudno obracać.
Może i nigdy już nie przyjdzie jej spotkać się ze swoim największym koszmarem.

Ale jej stary cały czas leżał rozpierdolony przed Domkiem i zaczynał powoli strasznie gnić i śmierdzieć.

Finito.Albo jak to mówią wysłannicy przyszłości- ASTALAVISTABEJBE!

skomentuj (5)

Statek,jako odwieczny symbol wszystkiego cokolwiek zechesz 2010-08-26 13:31:36

Ahoj!( Kurcze. Nie ma żadnej pirackiej czcionki :( ) Tak,tak,tak! Z bezkresu czasu i przestrzeni,a nawet czasoprzestrzeni, wyłania się na pozór malutki i niczego nie dający po sobie poznać stateczek. Może nawet łódka. Szalupa? Lecz w miarę jedzenia...w miarę podpływania,staję się coraz większy i większy. Rośnie w naszych oczach. I nie tylko. Bo naprawdę rośnie. Znaczy nie rośnie,tylko nam się tak wydaje. Widzicie już jego żagle? Wielkie malunki na nich? O-ho! Widać już skrzętnie krzatającą się załogę. A cóż to?! Bosman właśnie przez przypadek poślizgnął się na świeżo umytych deskach pokładu.Ha-ha! Beczka śmiechu! Ojej! Jak srogo wygląda kapitan oglądając wszystko przez telesko...przez lunetę. A jaki ma dostojny kapelusz! No,no! Panie Kapitanie! Pan to jest! Ale co to?O boże! Już jest tak blisko! O BOŻE! DZIAŁA WYSKAKUJĄ Z TEGO...OKIENEK! NA MIŁY BÓG! SŁYCHAĆ JUŻ KOMENDĘ ŁADUJ! CZY TO NIE PRZYPADKIEM KULE SZTABOWE ABSURDU I KARTECZE BEZSENSU POWOLI WTACZAJĄ SIĘ W PYSKI ARMAT? JEZUSMARIA! TO JUŻ TERAZ! TO JUŻ JUŻ!!!


ALEJAKTO.BLOG.PL ZNOWU DZIAŁA I STRZELA JAK DZIAŁA!


YAAAAAAAAAAARGHHHHHHHHHH!!!!!!!!


"Statek Lubię Placki Primavera wypłynął z klawego portu Mamnatotakbardzowyjebane na przestwór wód. Białe żagle

(no dobra! Nie do końca białe.Wiadomo,że jak się pływa z szybkością 118 węzłów[co to w ogóle za jednostka prędkości!?] na minutę,może czasem coś wpaść na płótno żagla. Jakieś robaczki,mewy,skaczący w dal ludzie czy rakiety kosmiczne. I wtedy nieskazitelna biel zamienia się w...skazitelną biel. A w ogóle to kto wie jaki kolor jest nieskazitelnie biały? Jak bardzo jest nieskazitelny!? Kto w ogóle dał komu prawo do stwierdzania nieskazitelności bieli??!?!!)

<skreśla>

Żagle,o kolorze bliżej niesprecyzowanym,choć podobnym do białego, dumnie nabierały wiatru,a sam 18-masztowiec 

(naoczni świadkowie obecności Statku Lubię Placki Primavera na jego widok często używali słow"O KURWA!",co miało najpewniej znaczyć "Cóż za niemało zdumiewający gigantyczny Kolos!". Nie wiem czy przesadzali czy nie,ale ludzie znani są,przynajmniej Ci,co żyją w portach Mamnatotakbardzowyjebane czy Oczyropiejąmismutkiemitymiankiem,z tego,iż używają dużej ilości synonimów bliskoznacznych naraz)  

majestatycznie sunął poprzez wszechwodzie oceanu.Wysokie fale wesolutko uderzały o jego kadłub,a dookoła niego latały wszechobecne Dyrdymały,Cietrzewie oraz Płetwonurkowie,wyśpiewując radosną piosenkę na jego cześć. 

(dla zainteresowanych to piosenka zaczynała się tak- E,Gis,Gis,Gis,Fis,E,H,H,A,Gis,Gis,Gis,Fis,E,H,H,A,Gis,A,H,A,Gis,F,D,H,E(…) ). 

Boże! Cóż to był za wspaniały widok! Jeśli ktoś tego nie widział,niech żałuje! Znaczy niech nie żałuje dawania wybiedzonym dzieciom chleba(które mówią:"My nie mamy pieniędzy.Nieraz niektóre mamy nie pracują i to jest mamy wina"),tylko niech żałuje tego,że nie zobaczył jak bardzo zajebiście może wyglądać Statek.

SLPP dalej więc płynął poprzez wszechstwór oceanu,a jego pięknie ozdobiona

(takimi ładnymi,drewnianymi figurkami,które przedstawiały np.jelonka,delfinka,kamyczek,kościółek,bułkę) 

rufa bez pardonu torowała sobie drogę poprzez wodę niczym Mojżesz,gdy rozstępował odmęty Morza Czerwonego,aby lud wybrany mógł sobie uciec z ziemii egipskiej,z domu niewoli(swoją drogą,gdybym to ja był takim jegomościem jak Mojżesz,który dostaje do pana Dużego B. przykazania albo widzi go pod postacią płonącego krzewu[czemu nie upiekł kiełbaski...?],po prostu bez większego pierdolenia bym wszystkich TELEPORTOWAŁ od razu do domu:|). 

Czekaj chwilę. Za dużo tych nawiasów i dodatkowych informacji na raz. Ufff.Dobra,można dalej. 
 

Statek Lubię Placki Primavera niczego po sobie nie dawał poznać,że się czegoś spodziewa.Znaczy statki zazwyczaj niczego nie okazują,ale akurat ten to tak bardzo wyraźnie robił. A że się nie spodziewał, to i zaskoczył go widok płynącego z naprzeciwka innego statku.A razem ze zdziwieniem samego SLPP,przyszło zdziwienie załogi. 

-Do stu beczek zjęczałego tranu! Cóż to!?-bardzo zdziwił się kapitan Bakobrody

-Statek,panie kapitanie!-błysnął wiedzą żeglarską i spostrzegawczością pierwszy oficer...Tomek...

-Na miły Bóg! Skądże tutaj się wziął Statek!?

-Jesteśmy na przestworze wód oceanu,panie kapitanie Hejka! !

(Kapitan Bakobrody tak naprawdę nazywał się Hart Efemeryda Jajebię Krnąbrny Anus Wykrzyknik,co w skrócie dawało Hejka!. Bakobrody wzięło się stąd, iż posiadał najbardziej wyjebane bakobrody w całym uniwersum Kluski. Poniekąd także stąd,że takie fajowe nazwy jak Sinobrody,Rudobrody,Czarnobrody czy Mamnajbardziejwyjebanąbrodęwcałumuniwersumkluski,było już po prostu zajęte)

-Zaliż mówisz prawdę! Ale cóż z tego,Tomku?!-Bakobrody baaardzo się ekscytował

-To implikuję to,herr Kapitann!,że można spotkać inne statki!-Tomcio też najwyraźniej był rozgrzany do białości całą sytuacją

-Aaaa....toooo.... Myślałem,że to coś bardziej odkrywczego :(((( A tu znowu tylko abordaż i abordaż. Zwykły statek,zwykły dzień. Jak to się mówi...

-Dzień jak codzień?-podpowiedział Tomuś

-O!!! DOKŁADNIE !!!!!-zaczął znów się podniecać Hejka!

-:/

-Masz rację Tomeczku. Nie oszukam się. Cała podnietka uleciała w przestworza....GWIAZD!!!!!

- :|

-Przepraszam.Już nie będę. W przestworza oceanu. To na czym my to...a,już wiem...Co to za łajba płynie w naszą stronę?-rzeczowo zapytał Kapitan Hart(...)

-Drewniana!

-O.Ciekawe spostrzeżenie.Przybij Haj Fajf w nagrodę!

Przybili.

-Przypomnij mi Tomaszu,kto siedzi dziś w bocianim gnieździe.

-Nikt.

-Co?!- zbulwersował się kapitan Hak...znaczy Hart

-Nikt,panie kapitanie Hak...znaczy Hart.Ostatnim razem jak bawiliśmy się w "Kto ostatni dosięgnie bocianiego gniazdu ten śmierdzące Jajo" zapomniał pan,jak zazwyczaj ma pan to w zwyczaju,zamknąć majtka Jestemgrubszyniżustawaprzewiduje w klatce. I,jak pan dobrze pamięta,tak się chłopak zaaferował tym,że nie jest w zamknięciu,że wystrzelił jak strzała i  przez swą nadmierną tuszę po prostu ojebał...

-TOMASZU LUBIĘSPAĆZESWOIMTATĄ ! CÓŻ TO ZA SŁOWNICTWO!- nie da się ukryć. Kapitan mocno się wkurwił.

-Oj,ja nie dobry-Tomek L. uderzył się w twarz. Zabolało :( - znaczy przez ową jego tuszę po prostu się oberwało?...

-Ładnie =)

-Oberwało bocianie gniazdo...razem z 14 masztami...i dwoma wiosłami...i połową szalup ratunkowych... i to wszystko wraz z majtkiem na raz wpadło do wody....i fala uderzeniowa była tak wielka,że zalała 3 pobliskie porty,4 wsie,1 krowę,a poziom wód przybrzeżnych Nederlandów podniósł się o 2,4 centymetra....

-Coś kojarzę.........

-Pani Applegate(Jabłkowabrama) tamtego dnia ugotowała kurę na obiad.

-AAAAAAAAA!!! No teraz kojarzę. Wczoraj,tak?

-Tak.

-Ha! -niesamowice dumnie krzyknął captain(kapitan) Hejka!-Mam nie w ciemię bitą pamięć,nieprawdaż?

-Prawdaż,panie Kapitanie!

-A czy myślisz,że ciemię da się bić tak,żeby była jak BITA śmietana?

-Cokolwiek zechcesz,panie Kapitanie!

-Ale zastanów się-zaczął powoli Bakobrody-ciemie jest na/w głowie,tak?

-No tak.

-A śmietanę ubija się taką trzepaczką albo blenderem...znaczy nie, blenderem nie,bo jeszcze go nie wymyślili w naszych czasach,ale trzepaczką tak?

-No tak.

-To jak głowę ubić trzepaczką? W sensie,żeby nie ubić jak na przykład Kapitan Sinobrody ubijał swoje żony na śmierć,tylko żeby była ubita tak w śmietanowym znaczeniu i...

-Panie Kapitanie...

-Tak?

-Pan zdaje sobie sprawę z tego,że prowadzimy nad wyraz bezproduktywną rozmowę,która tylko wydłuża brak konkretnej akcji?

-....

-PANIE KAPITANIE!?

-No wiem,wiem. Przepraszam.- Pan Kapitan bardzo posmutniał,bo wiedział,że brzydko zrobił :( - To jak mamy zobaczyć co to za statek,skoro,kurza stópka,nie mamy bocianiego gniazda?

-No może Pan sobie luknąć przez lunetę.- Tomek "Złota Rada" LUBIĘSPAĆZESWOIMTATĄ,jak zwykle miał na podorędziu dobrą radę

-Ten...tego... -Hart nerwowo zaczął wiercić dziurą w bucie

-Kapitanie...

-Zgubiłem :(

-Jak to "zgubiłem" - Pierwszy Oficer nie dowierzał

-Lost

-Ten serial? A nie,go jeszcze nie wymyślili. To po prostu pan zgubił?

-No tak jakby.

-Jak to "tak jakby"?

-No bo... mam szkiełko,które robi z małych rzeczy duże jak się przez nie patrzy =)

-A te metalowe,co do niego się wsadza to szkiełko?

-Tego nie-e -kapitan Bakobrody znów poczuł się nad wyraz infantylnie i głupio

-A z tym stało się... ?

-Zgubiłem.

-ACHA!!!!! A to wszystko jasne :) No,dobrze. Nie ma co płakać nad...zgubioną lunetą. W takim razie proponuję bardzo wysoko podskoczyć i zobaczyć z góry co i jak- Tomaszek ,można byłoby rzec, był niewyczerpaną krynicą mądrości

-O!-nie czekając na dalsze bezsensowne dysputy, przykucnął i z całej siły wyskoczył do góry.

-To wszystko?- zapytał Tomek Dużymi Oczami. Znaczy zapytał ustami,ale zrobił duże oczy.

-No tak. Już :).

-Ale pan nie wyskoczył nawet.

-Bo nie potrafię tak naprawdę. Nie mów nikomu,ale udawałem. Jestem żartownisiem :)

-.............................................

Tomek nawet nie zdążył zrugać Pana Kapitana za jego nad wyraz dziecinne dziecinady i głupie głupotki,gdyż w momencie, w którym otwierał usta,coś baaaaaaaardzo,ale to baaaaaaaaaaardzo mocno jebło w Lubię Statki Primavera. Znaczy w Statek Lubię Placki Primavera. To coś to był statek. Ten,który płynął z naprzeciwka. No teeen. Ten co... kurde,nie można sprecyzować jaki on był,bo nie było podanych wcześniej żadnych znaków szczególnych owego,przez tych dwóch ancymonów, co o jakiś pierdołach gadają.

Ehh....

No dobra,powiedzmy że ten statek będzie się nazywał....eee..... Statek,który płynął z naprzeciwka! O! To dobre!

khmhkmhk<odchrząkuję...a potem zastanawia się po co,skoro tu jest słowo PISANE>

Statek,który płynął z naprzeciwka jebło w Statek Lubię Placki Primavera. Gdy wydawało się już,że nastąpi implozja porównywalna do zderzenia Ziemii z Asteroidą,która wyginęła Dinozaury lub do zderzenia się cząsteczek materii z cząsteczkami anty-materii,gdy wydawało się,że za ułamek sekundy krótszy od mrugnięcia oka, powstanie Czarna Dziura,która w swe złowrogie i cieniste ręce złapie wszystkie okoliczne żywe istoty,gdy wydawało się,że apokalipsa, tryumfalnie grana przez 4 jeźdźców na swych trąbach zagłady,właśnie zagości finalnie na tym padole łez ,gdy wydawało się,że o to nadszedł dzień sądu ostatecznego w postaci zderzenia,nadszedł lament i ból,nadszedł czas pożogi i miecza,czas w którym krainy spłyną krwią niewinnych,czas pogardy,że nadszedł koniec wszystkiego... 

Hold on! I've gatu wyłączyć na chwilę."

Koniec części pierwszej.  
 
 

 

 


Nie ostatniej. Znaczy będzie jeszcze jedna. Chyba jedna. No,może ze dwie. Ale jedna będzie napewno. Bo to nie jest ostatnie. Nie-e. To jest pierwsza,ale NIE OSTATNIA.  

No to tyle.

W następnym odcinku dowiemy się,czy kapitan Hart Efemeryda Jajebię Krnąbrny Anus Wykrzyknik tak naprawdę jest czystej krwi aryjczykiem,czy może tylko udaje,gdyż wstydzi się pewnej wstydliwej choroby,która targa jego losem od lat niemowlęcych. Dowiemy się także,czy Tajemniczy Pierwszy Oficer Tomek LUBIĘSPAĆZESWOIMTATĄ, to ten słynny Tomek LUBIĘSPAĆZESWOJĄmamą, a jeśli tak,to dlaczego woli tatę od mamy. Zostanie również wyjaśniona rola, sekretnej i trzymającej się nieco na uboczu, Panny Applegate(Jabłkowabrama)i to,czy naprawdę potrafi tworzyć cukrowych papieży na patyku,a jeśli tak,to w jaki sposób wpłynie to na trajektorię lotu komety Racuch i na te malutkie,czerwone robaczki co chodzą po cmentarzach i nikt nie wie jak się nazywają. Oraz najważniejsza rzecz. Zostanie odkryta zagadka "JAK NAZYWA SIĘ TO COŚ,CO SIĘ MALUTKIM DZIECIOM KUPUJE NAD KOŁYSKĘ,CO TAK ŁADNIE SIĘ KRĘCI I GRA MELODYJKI".

Orewuar. Albo jak to mówimy my,piraci- ARGH! YARH!

 

skomentuj (4)

Kiedy serca są gorące,to nie są zimne,czyli Oh bejbe bejbe 2010-07-02 12:51:44

Kanadysjki piosenkarz Krok o włosach bujnym niczym bujna wyobraźnia schodził ze sceny zalany łzami. Nikt go nie rozumiał. Nikt tak naprawdę go nie słuchał,gdy on wylewając siódme poty piłował mordę na scenie. No bo kto powie,że rzucanie krzesłami i małymi pieskami na scenę,celując w Kanadyjskiego piosenkarza Kroka,jest oznaką zrozumienia i słuchania? Kanadyjczyk nie mógł tego zrozumieć. Przecież pobierał tyle lekcji śpiewu. Ile to już trwało? Dzisiaj był piątek. No to conajmniej od wtorku. Co drugi dzień. Miał już dwie lekcje każdapo45minut śpiewu za sobą! Przecież był prze mega dobry! Nikt go nie chciał zrozumieć.Na dobrą sprawę,myślał sobie KPK, powinienem być już mistrzem sceny,mikrofonu,a wszystkie małe dzieci i starzy ludzie powinni mi rzucać ,miast krzeseł i zwierząt,swoje odzienie podspodnie. Powininem pływać w oceanie bielizny i w ogóle. A tu nic. JEBS! No super. Jeszcze dostałem powyłamywaną nogą w głowę. Super.

Kanadyjski piosenkarz Krok w zamyśleniu nawet nie zobaczył,że dwie mroczne postacie przyglądają mu się w taki....mroczny?sposób.

-To on-powiedziała pierwsza z postaci.

-Ehe.

-Masz kaszelek?-zainteresował się mrocznypostaćnrjeden

-Co?-zdziwił się mrocznypostaćnumer2

-No wydajesz z siebie takie dźwięki |EHEHEHEHEHE| jakbyś miał kaszelek. Boli Cię gardełko malutki?

-Co?

-EHEHEHEHEHEH. Tak właśnie robisz skarbeńku.

-Acha-skonsternował się 2

-Czy to odpowiedź na moje pytanie czy stwierdzenie zadumania?

-Być może.

-Acha =( -zasmucił się pierwszypostać

-Nie mam kaszelku,złociuteńki :)

-Och! To bardzo dobrze mój pysiaczku - ucieszył się niepomiernie 1-ale mam do Ciebie w takim razie inne pytanie.

-Jakie masz do mnie w takim razie inne pytanie?- żywo zainteresował się rozmówca

-Czy nie uważasz,że zbyt ładniutko i smyczniutko ze sobą rozmawiamy?

-Alejakto? -drugizdwóch nie rozumiał

-No bo widzisz.-zaczął powoooooooooli numerouno- jesteśmy mrocznymi postaciami z mrocznego zaułku mrocznego miasta,które jest spowite mrocznym mrokiem,i które nazywa się MROK

-No tak-odpowiedział z dumą Zwei,gdyż bardzo się cieszył z powodu bycia obywatelem Mrokowa

-Więc nie uważasz,że powinniśmy inaczej do siebie się zwracać?

-Co? - znów nie rozumiał =(((

-No tak wiesz.Tak.... jakby to ująć.....eeee...tak bardziej....mroczno?

-Ale przecież mówimy po Mrocznemu dziubasku - zdziwienie drugiego osiągała pułapy niebotycznie niepomierne.

-No ja wiem,to nasz język ojczysty-popisał się znajomością kombinatu historii-geografii-ilingwistyki ten pierwszy- ale chodzi mi bardziej o nacechowanie.

-Jakie znowu cechowanie? Chcesz do jakiegoś cechu wstąpić? Przecież już jesteśmy. Zobacz - powiedział drugi po czym wyciągnął zza pazuchy legitymację Cechu Cietrzewi- Czyżbyś znowu spał w mrocznym makach,pimpusiu?

-.....

-Odpowiedz!

-Szczerze?-rzekł przestraszony 1-1

-Jak najbardziej potrafisz.

-No to nie.

-Ufff.-odpowiedział z ulgą 2/2

-Ale to i tak nie ma znaczenia. Chodzi mi o to,że nasze konwersacje powinny być bardziej projekcją emocjonalną mroku jak u Petrażyckiego,aniżeli słodziutkim dyskursem filozoficznym jak u Habermasa.

Rozumiesz:

Petrażycki TAK

Hebermas NIE

 


-Nie rozumiem. Przecież obaj mają ryje jak u Salamandry.

-Sugerujesz,że ich buźki wyglądają jak Gnioty?

-Może nie tyle co gnioty,ale pewien stopień gniotowości jest nad wyraz wyczuwalny w ich japach.

-Achaaaaa.

-Zrozumiałeś,szkrabeńku?-zapytał się uradowany dwiedrugie

-Nie.

- To dobrze.

-Ale,kurza stópka,wciaż nie doszliśmy do konsensusu odnośnie naszych rozmówek.

-No nie.

-Co no nie?-poirytował się pierwszy

-No nie podoba mi jak się do mnie zwracasz,pieseczku-wzrok mrocznegopostacidwa wydawał się być roziskrzony niczym stos inkiwzycyjny,gdy wpatrywał się w bezkres mroku oczu pierwszego

-Nie podoba,koteczku?A wiesz co mi się ani trochę nie podoba? TWÓJ RYJ MI SIĘ NIE PODOBA,serduszko.-powiedział Głosem pierwszy

-Ach tak?!

-Tak!

-To wiesz co ja Ci jeszcze powiem,wielorybeczku? Że jak nie było Ciebie ostatnio w domu to dobierałem się do Twojej LODÓWKI! O! A Twoja Żona wiesz co wtedy robiła?No wiesz? Patrzyła na to!-drugi wręcz kipiał,tak jak kipią garnki ze zbyt dużą ilością wody i makaranu postawione na kuchni gazowej i przykryte przykrywką,ze złości

-Nie mówisz chyba poważnie,stoliczku.-Bezkres oczu i mroku pierwszego wydawał być się mokry

-Poważnie tak,jak poważnie ludzie się zachowują gdy im matka umrze,kredensiku-niewzruszon był tenniepierwszy

- =(

-HA!

- To w takim razie też Ci coś powiem,gołąbeczku.

-A cóż takiego Ty mi możesz powiedzieć.

-COŚ-wyrzucił z siebie pierwszy.

-O TY CHUJU ZŁAMANY!- wrzasnął drugi po czym z całej siły pierdolnął jedynkę w jego zęby.W jedynki dwie dokładnie

Zaczęła się szamotanina.

Kanadyjski piosenkarz Krok z niedowierzaniem patrzył na to co się dzieje. Nie mógł w to uwierzyć. To po prostu było nie możliwe. Takie rzeczy się nie przytrafiają. No bo jak to? Czy Bóg umarł i zostawił świat na pastwę Losu? Pana Losu? Jego oczy wyszły z orbit w manifestacji przerażenia.

Pod ścianą,w mroku,biła się Bieda z Nędzą.

ZA TO ZA nimi na ścianie ktoś wielkimi,czerwono świecącymi literami napisał:

"Kanadyjski piosenkarzu Kroku nie umiesz śpiewać.Spierdalaj do Kanady,bubku"



Koniec



:D:D:D:DD


skomentuj (5)

Lunderhallsupptoljningssystemdiskussioninläggförberedelsearbeten-jako problem Zła 2010-03-24 12:38:59

  O Mój Boże,CO TO ?! <wskazuje coś na jego lewej flance>(ahihihi udało mi się półroczną absencję zbyć głupim A CO TO?).No widzieliście? Nie? A szkoda.Bo nie licha rzecz to była.Tak więc wracając do tematu. Dzisiaj, moi mili, przyjrzymy się problemowi walki spersonalizowanego protagonisty z heterogenicznym i wynaturzonym złem,w obliczu przemian,jakie niesie ze sobą spaczony wiatr czasów doczesnych.Więc(ARGHHH! WIĘC?!)aby dłużej nie zbaczać z wcześniej obranej świetlistej drogi.... Ladies and Gentleman.LET'S GET READY TO RUMBLE!!!!!!!!


  Joshua Ha-Nocri biegł ile miał sił w nogach.A że tam ich zbyt dużo nie miał,bo zapominał cały czas na siłce robić na nogi,to i nie ubiegłby za daleko.Tak,moi mili, nie ubiegŁBY. Miał bowiem Joshua zajebiście,ale to zajebiście szybkie cichobiegibetlejemskie. A z nimi jak wiadomo zapierdala się...jak...ee...no...zapierdala się dość szybko.Tak więc Joshua biegł,biegł przez las,las,las w lochu,następnie trochę sobie potruchtał przez las,aż w końcu w szaleńczym sprintcie popędził niczym strzała wystrzelona z Andromedyjskiego łuku,który to...eee...<uderza otwartą dłonią o twarz zastanawiając się,no bo i po chuj mu owe homeryckie porównania. Po 10 lat?>. No w każdym bądź razie popędził. Był bowiem OwyOn ścigany przez najbardziej złowieszczą tudzież najbardziej żółtą plantację RZEZIMIESZKÓW tego świata. ŚWIERGOCZĄCĄ ROZGWIAZDĘ OBJAWIENIA BOŻEGO. Taaaak. Z nimi nie można było zadzierać. No,ale J. o tym nie wiedział,no to i zadarł. No to i teraz musiał biec. Biec,aż dobiegł do biblioteki. Pomyślał sobie "O-Ho", gdyż bardzo lubił te dwie zgłoski. Czasem nawet sobie tak podśpiewywał "O-ho,ho-O,ohohohoho!". Lecz nie czas na zabawę jednosłowami i rymowanymi zabawami-stwierdził w głowie (która notabe..eee..fe (tak to leci?) była dość znacznych gabarytów,bo nie każdy rodzi się z wodogłowiem w...głowie". I szybciutko tak -titititi- wbiegł do biblioteki. Tam przedarł się niezauważony (hmmm.Więc po co to i się przedzierał skoro był niezauważony i mógł po prostu przejść?) <uderza się w głowę, aby stłamsić niechciane głosy. Eviva l'arte!. LUBIĘŚNIEG. Tak? A ja lubię spać ze swoim Tatą. O!. Uderza raz wtóry. No, przestały>. Gdy znalazł się na wtórym piętrze dostrzegł zgrabną roślinkę,której kształty przybierały...ee...kształt(?!) noclegowni. Tam też się schował. Gdy Objawione Bożegi wpadły na piętro, siłą rzeczy(a zaufajcie waszemu skromemu słudze,siła owa potężną jest) nie potrafili dostrzec Joshuaę(?').Nawet mimo bacznego obserwowania! I sakramenckiego spokoju. I mydłodajni walistej. I góry skalistej. I jednegoopanczerzonegoschowkabożego. NIC! Wyobrażacie sobie! NIC!. Tak więc(mała dziewczynka bardzo się zbulwersowała widząc tak rażące zaniedbanie gramatyczne i powiedziała"Jestem bardzo zbulwersowana widząc takie zaniedbanie gramatyczne,O!" (o,te o mnie zdziwiło,że o!)) ..eee...przy czy to..a,tak!... TAK WIĘC(wali w łeb dziewczynkę,bo po co mu zawraca kijem rzekę?) odeszli (naczy się Ci rozgwiazdowcy promieniści). Joshua odczuł Olgę.(?!)A potem zaraz ulgę. A następnie odczuł swoją rękę na pośladkach bladolicejpanny.
-COOOOOO?!?!?!?!?-zbulwersowała się panna na widok ręki J., wyglądając przy tym jak kreskówkowy,przerysowany ktoś.
-Co,Co?
-Jajco,jajco?
-Nie!-zdenerwował się J.
-A to niby czemu nie?-zainteresowała się dzierlatka(!?!?!?!?!)
-Bo nie ma odpowiedniej ilości sylab do rymu "co,co".
-Ach przepraszam-wyglądała naprawdę na zakłopotaną.
-No widzisz.Jesteś głupia jak but z lewej stopy-zaaferował się.
-Ten?-białogłowa zdjęła but i mu pokazała.
-Nie ten.Ten z drugiej lewej.
-UUUUUPS-zmieszała się Ona,po czym zaraz zdjęła drugiego i okazała.
-Tak,dokładnie tak.
-O!To naprawdę jestem głupia!-zrozumiała.
-No tak..ee..to ten...Chcesz się ruchać?-zagaił Joshua.
-SŁUCHAM!-Nie kryła oburzenia.
-No czy czytasz jakąś książkę?-wybrnął.
-Tak! Czytam o problemach dzieci trze...
-W oczy lubisz?-nie dał skończyć.
-COOOOOO?!?!?!?!?-odpowiedziała naprawdę poirytowana.
-No czy chcesz podyskutować na temat Twojej lektury?-zagaił.
-Oczywiście.Myślę,że dyskurs będzie odpowiedni,gdyż dawn...
-Tak,tak.Zabierasz się do tego jak pies do jeża.Chcesz się bzykać czy nie?
-Być może?-zalotnie odpowiedziała bladolica.
-Być może to wiesz gdzie se możesz wsadzić.
-No gdzie?-zainteresowała się.
-W BUCIE!-odpowiedział J.,po czym wstał od stołu i na odchodne rzucił-I pamiętaj.Może nie dziś,ani jutro,ale kiedyś zdarzy Ci się poprosić o coś Stwórcę.Może nie być to czcze życzenie,ani litania na jego Cześć. Może to być proste zapytanie o jutrzejszy dzień lub o poranny wschód słońca.Wiesz co Ci wtedy odpowie Pan?
-CO?
-JAJCO ! HAHAHAHAHHAHA-zaśmiał się J.,widząc że jego riposta wlazła jak w masło,a rozmówczyni łykała wszystko jak młody pelikan.

hmmmm.... Wszystko?


 Reasumując wypowiedź waszego uniżonego sługi. Nie warto zajmować się doczesnością. Pal licho nasze obecne Ja. Zagrzeb bytu sedno.
Nawet możesz zro...A chuj w to. Po prostu nie klepcie małych dzieci po tyłkach,bo od tego przypał się robi. I trafia się do kartoteki panów policjantów.No ażeby tego było mało to jeszcze stosuje się art.244 KPK w związku z art.200 KK. A po co to Wam?(ładny morał,nie?)

skomentuj (2)

Nordöstersiökustartilleriflygspaningssimulatoranlägeningsmaterie jako problem Przemijania i Marności 2009-10-12 14:38:21

Hejka Smyki!

Długo nie pisałem.Wiem. Ale było to spowodowane moim krótkim wypadem na Merkurego,gdzie stosuję innowacyjny wysokogórki wypas owiec.Ale,że już jestem to możemy przejść do najważniejszych filozoficznych zagadnień,o których,jak wiadomo,ten blog opowiada. Dziś,drodzy czytacze,zajmiemy się problemem Przemijania i Marności. Wiem jak bardzo każdego z nas on dotyka,więc postanowiłem poświęcić mu parę wersów Nowej Noty Tego Blogu.

No dobra,dzisiaj też o tym nie będzie.Ale może kiedy indziej.Albo nie .W ogóle. HA!

"Napoleon Kruczyński powoli położył się na soczyście zielonej trawie majestatycznego wzniesienia zwanego Wzgórzem Marzeń.Leżąc patrzył leniwie na głęboki błękit ponad nim i fascynujące kształty jakie przybierały śnieżnobiałe chmury.Zobaczył smukłą łanię,pierzastego jednorożca i korpulentnego amora.Szeroko się uśmiechnął.Piękny dzień,pomyślał.Nagle,jak gdyby niebo otworzyło przed nim bramy rozkoszy i piękna,zaczęły opadać na calutkie wzgórze bladoróżowe płatki róż i karmazynowe tulipanów.Napoleon nie mógł uwierzyć. Uszczypnął się w rekę.Nie!,to nie był sen. Nagle ze spadających płateczków wyłoniła się najpiękniejsza kobieta jaką widział w swoim 30-paro letnim życiu.Klasyczna uroda,pełne kształty i kruczoczarne,długie włosy,które wydawałyby się utkanymi z jedwabiu.Miękko upadła obok niego i gdy miała już,był tego pewien,wyznać mu najczystszą i najwierniejszą miłość ...

-I co było dalej,co  !?!?!-podniecił się słuchacz.
-Jajco,spierdalaj-zdenerwował się,po czym odszedł od stołu Franek K.,brat Józefa,syn Abrahama,syna Jerochama, syna Elihu, syna Tochu, syna Sufa Efratyty,syna Eliasza,syna Ezechiela,syna Izajasza,syna Jare...a nie,jego synem nie był,syna Jana,syna Jakuba,syna chomika śmierdzącego skisłymi jagodami,syna agrestu motoropompniczego i brata ciotecznego stryjenki w 3 pokoleniu od strony ojca swojej Matki.Rozważając nad zawiłościami swojego drzewa geneologicznego,Franek K nawet nie zobaczył jak po wyjściu z baru trafił na sam środek autostrady z ograniczeniem do 9 milionów hektometrów na sekundę.Zdążył tylko na nią wejść,zobaczyć ćwierć groszówkę na ulicy i powiedzieć- O!,po czym został potrącony przez galopujące imadła.

Gdy znów otworzył oczy zobaczył jedynie ciemność.
-BOŻE,CZY IMADŁA ZABIŁY MNIE NA ŚMIERĆ!?-zbulwersował się Franek.K
-OOPS,pomyłka. Przepraszam, usiadłem panu na twarzy-odpowiedział ktoś.
Zapanowała cisza.Minęła sekunda,dwie,trzy,cztery,siedem,pięć,dziesięć,dwie.
-A mógłby pan zejść z mojej twarzy,gdyż czuję pewien dyskomfort.
-Och oczywiście-powiedział ktoś-myślałem,że lubi pan to.
-Nie lubię-odpowiedział załzawionymi ustami Franek.K
-Och.
-No właśnie.
Gdy świat znów nabrał barw,Franek K zorientował się,że leży w szpitalnym łóżku,a mężczyzna,który swym odbytem wiercił się mu na twarzy,wydawałbył się być lekarzem.

-Czy jest pan lekarzem?-zapytał zaskoczony Franek.K
-Można tak powiedzieć.-odpowiedział tajemniczo "Lekarz".
-A dlaczego można?-zdziwił się pacjent,wycierając dziwną maź z twarzy.
-Bo mógłby pan mnie równie dobrze nazwać agrestem,pasikonikiem albo Tychujem.
-Acha.
-No właśnie.
-A ogólnie to,jeśli oczywiście można spytać,co ja tu robię?-zainteresował się Franek.K zmazując resztkę twarzy z głowy
-Można spytać-rozpromienił się lekarz.
-A ogólnie to co ja tu robię.
-Nie powiem.
-Acha.
-No właśnie.
-To inaczej spróbujemy-Franek.K wytężył swój stratowany mózg do granic wytrzymałości-Ogólnie to,ja co robię tu?
-Został pan umieszczony w szpitalu po tym jak stratowała pana grupa imadeł,biorących udział w corocznym maratonie,na rzecz niedowodnionych dzieci z wodogłowiem z Buczaczu,aby ową wodą tą wyjąć z ich głowek i napoić ich niedowodnione brzuszki i ustka-odpowiedział w trybie szybciejsiętegokurwapowiedziećniedało Lekarz.
-O-naturalnie zdziwił się Franek.K
-Właśnie.
I nastała cisza.Bardzo krępująca cisza.Lekarz bowiem nie chciał  tak na Hejkadzieńdobrysiema(jednosłów) powiadomić pacjenta o jego stanie zdrowia.Franek.K nie do końca w całości wyszedł ze starcia z rozpędzonymi przyrządami służącymi do mocowania przedmiotów poddawanych obróbce ręcznej lub mechanicznej.
Na dobrą sprawę to nie wyszedł w ogóle cało z tego. Została mianowicie jedna ręka,pół twarzy,dwoje oczu,połowa ust, trzy paznokcie,ćwierć stopy prawej,pół stopy lewej,cała stopa półlewa i pół ogórka.


-Nie wiem czemu,ale mogę tylko oglądać wszystko z prawej strony-zdziwił się Franek.K-co to znaczy?
-To znaczy,że może pan oglądać wszystko z prawej strony.Tylko.-wyjaśnił w żargonie medycznym lekarz.
-O,rozumiem-ucieszył się z tego,że rozumie Franek.K-ale jak to?-nie do końca był jednak przekonany.
-No bo widzi pan-zaczął powoli konowałołapiduch-nie udało nam się wszystkiego uratować z czego był pan zbudowany i została z pana jedna ręka,pół twarzy,dwoje oczu,połowa ust,trzy paznokcie,ćwierć stopy prawej,pół stopy lewej,cała stopa półlewa i pół ogórka.
-Tak?
-Tak.
-Na pewno?-Nie dawał za wygraną Franek.K
-Na pewno.-Dawał za wygraną L.
-Na 100%,jak w tej piosence-drążył temat Franek,zaznajomiony z Hip hopowym podziemiem.
-na 100%,jak w tej piosence-widać L.też wiedział co nie co na ten temat.
-Na mur beton?-ujawnił swój talent murarski Franek.K
-Na mur beton.-Ucieszył się Lekarz widząc,że rozmawia z kimś kto z nie jednego chlebaka chleb jadł.
-Da se pan rękę uciąć,że to prawda-popisał się znajomością anatomii pacjent.
-Dam se rękę uciąć,że to prawda-odbił piłeczkę L.
-Acha
-No właśnie.Wygląda pan tak-powiedział Lekarz podsuwając lustro przed jednostronne oczy F.K



Nagle, nie wiedząc czemu,Franek wyskoczył, niczym ze sprężynowo-naciągowej katapulty,z łóżka, ucałował lekarza w pępek i krzycząc"zawsze chciałem być jednorękim-półtwarzowym-dwojooczowym-połowoustowym-trzypaznokciowym-ćwierćprawostopowym-półlewostopowym-całopółlewostopowym-półogorkowym Ziomem" wybiegł,choć nie,to zbyt szumne słowo,wyczołgał się ze szpitala.Lekarz niezdziwiony obrotem sprawy usiadł wygodnie na krześle,po czym podłączył sobie analnie morfinę,dumny ze swojego sukcesu medycznego.Nie wiedział jednak,że szybko przyjdzie mu ponownie spotkać Franka.K,brat Józefa,syn Abrahama,syna Jerochama, syna Elihu, syna Tochu, syna Sufa Efratyty,syna Eliasza,syna Ezechiela,syna Izajasza,syna Jare...a nie,jego synem nie był,syna Jana,syna Jakuba,syna chomika śmierdzącego skisłymi jagodami,syna agrestu motoropompniczego i brata ciotecznego stryjenki w 3 pokoleniu od strony ojca swojej Matki.

Szpital bowiem był obok baru. A imadła brały właśnie drugie okrążenie."


Tym jakże uroczym akcentem kończymy dzisiejsza przygodę z misiem
Jetisiem.W kolejnym odcinku dowiemy sie czy uroczy Miś znowu zrobi kupkę do nocniczka czy może nasra sobie na rączki.
Ponadto dowiemy się czy jego Mama naprawdę pracuję wieczorami w kawiarni "Le lod",czy może jednak jest wszedobylską kurwą,znaną pod pseudonimem "Jebadło Gumadło".W takim razie do zobaczenia dzieci w następną niedzielę(godzina 12).

I pamietajcie-powiedzcie swoim rodzicom co jest na Was najlepsze!

skomentuj (7)

Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter,jako problem Bytu 2009-09-22 14:05:43

Hejka!Siemson? Yo..?..Elson Pelson ?!.:(..?

Jak w tytule.Będzie to blog traktujący o jakże ważnych zagadnieniach dla całej ludzkości.Przez Noty Nowe owego dziennika będą przewijały się zagadnienia takie jak Byt,Bytowanie,Egzystencja.Ja,LudzkieJa,JaJakoJa,
DualizmuBogaWJabłkuJakoSymboluYuanTiWKażdym zNas itd.itp.etc.etc.
No dobra,nie będą,ale trzeba znaleźć jakieś wprowadzenie,nie?
To tak na dobry początek może jakaś mała opowiastka(nie,nie jest coś opozycyjnego do pierwiastka.NIE!)

"Dziewczynka chodziła do szkoły.Chodziła i chodziła,aż zrobiła sobie takie małe burchelki na stópkach.
Pewnego razu zapukała do Pani Pedagog.
-Puk,puk-powiedziała dziewczynka,stojąc przed drzwiami z wielkim napisem
"PANI PEDAGOG"
-Proszę-odpowiedział głos zza drzwi
-Ach dziękuję- rzekła dziewczynka,lekko zarumieniona i zdziwiona z powodu tak WIELKIEJ grzeczności głosuzzadrzwi
-Och,drobnostka-głoszzadrzwi też był najwyraźniej zaskoczony uprzejmą atmosferą.
Po owej druzgocącej wymianie grzeczności zapanowała cisza.
I trwała.
Trwała.
Trwała.
ała.
ła.
.
-Możesz wejść.Tak się robi gdy się puka i ktoś zaprasza do środka-głoszzadrzwi popisał się elokwencją.
Wyraźnie skonfundowana dziewczynka weszła do środka.Jak się okazała,MEINGOTT!,owym głosemzzadrzwi była Pani Pedagog.
-Witaj Dziecko- rzekła PP
-Witaj, o Pani Pedagog.
-Starczy tych grzeczności,znów zaczyna mnie MuSk boleć.A więc co Cię tu sprowadza, moja Droga?
-Nie zaczyna się zdanie od "a więc".
-To bardzo dobrze,że nie zaczynasz.A więc co Cię tu sprowadza moja droga?-burkneła PP ukradkiem dopisując nowość w dziedzinie gramatyki w swoim podręcznym kajecie,który miała pod ręką.
-Boję się-oznajmiła pełnym przejęcia głosem Dziewczynka.
-A czegóż to, jeśli można spytać?
-Nie można!-zdenerwowało się dziecko i z płaczem wybiegła z Pokoju Pani Pedagog,nie omieszkając trzasnąć drzwiami.

49 godzin i 13 minut później(proszę o wybacznie,ale nie pamiętam ile sekund).

-Proszę-odezwał się głoszzadrzwi,usłyszawszy pukanie do drzwi.
Zdziwiona Dziewczynka weszła do pokoju.Jak się okazało raz jeszcze głosemzzadrzwi była Pani Pedagog.
-Och.To Ty.
-Tak to ja-odpowiedziała dumnie Dz.
-Więc cóż Cię sprowadza tym razem?
-Już mogę powiedzieć czego się boję.
-TAK?!-krzyknęła zmiażdżona zdziwnieniem PP.
-Tak!
-Tak
-Ak
-:((
-;.(
;-
-
-:.
-A więc wracając do tematu-czegóż to takowoż się boisz,ma Droga?
-yetiego-oznajmiła baaaaaardzo wystraszona dziewczynka,która co rusz oglądała się za siebię,jakby tam miał stać owy on.
-ŁAAAAAAA-krzyknęło coś i wyskoczyło z szafy
Dziewczynka była przestraszona.To był Yeti.
-Ach to Ty mój kochany.-PP rozmarzyła się-możesz wrócić już do domu.Dziś mi potrzebny już nie będziesz.
Gdy stwór wyszedł,dziewczynka dalej była przestraszona.
-Czy to był YETI!?
-Nie moja droga,to był mój mąż.Wiesz,jak to jest z mężczyznami. Czasem przebierają się za śnieżnobiałe stwory i wyskakują z szafy.Rozumiesz,podkręcanie atmosfe-eeee-eee -PP,ku wielkiemu zdziwnieniu Dz. zaczęła powoli posuwać rękę w stronę podbrzusza i mruczeć jak foka.
-No w sumie racja-odpowiedziała dziewczynka krytycznie przyglądając się PP.
-E tak,to co ja miałam-twarz PP przybrał kolor karmazyny wymieszanej ze szkarłatem w mikserze miłości-A właśnie,to co z tym Yeti.
-Boję się go.
-Ale jak to?-zdziwiła się PP
-O tak-Dziewczynka przyłożyła kciuk do palca środkowego i,tak po prostu,pstryknęła.
-Acha.Rozumiem.
-Nie rozumie Pani.
-No dobrze,nie rozumiem.
-No widzi Pani?
-Widzę.
-Bo mój Tatko czasem się za Yetiego przebiera-Dz. zrobiła zeza.
-Acha. I to przez to.-odpowiedziała PP. zapisując coś w podręcznym kajecie,który leżał...hmm..na biurku.
-Nie.I prosiłabym,ażeby Pani nie stosowała stwierdzania,gdy należy zastosować pytanie-warknęła Dziewczynka bardzo zbulwersowana.
-No tak.A może...
-Nie.
-A to przepraszam.
-Proszę.
-Wracając do tematu.Twój Tatko czasem dotyka Twojego Siurdaka?
-NO WIE PANI!-krzyknęła wkurwiona Dz. i zaczęła podskakiwać na krześle,o tak-kic,siup,kic,benc.
-Wiem.
-Acha.
-Mama?
-Czyjaś napewno.
-Acha.No,ale Tatko nie dotyka.Ale to coś innego.Boję się tego Yetiego.
-A czemu?
-Bo jest biały.
-Jak śnieg?
-Nie,kurwa,,jak Yeti.
-Acha.-PP zdziwiła się,że Ho-Ho!-Czyli boisz się białego?
-Można tak powiedzieć.
-A jeszcze się go boisz?
-Już chyba nie. Rozmowa z Panią bardzo mi pomogła.Dziękuję-Dziewczynka uśmiechnęła się,dygnęła i wyszła.
Pani Pedagog,dumna ze swojego wychowawczego sukcesu,wyciągneła zza ucha cygaro.Odcięła końcówka,wsadziła do ust i odpaliła.Usta.Nie cygaro.Nie wiedziała bowiem jednej rzeczy.
Dziewczynka  wyszła z gabinetu.
Poszła.
Wróciła w doma.
Siedziała tam skryta w poduszkę.
Bo jedna rzecz się nie zmieniła.
Dziewczynka ciągle się bała yetiego.

I tak to było Wysoki Sądzie,ta mała szmata kłamie-spuentował swoją mowę końcową Jan Bończyk,herbu Ostroga,broniący Józefa K,znanego złodzieja arbuzów i gwałciciela słupków ulicznych".



I jaki,moi drodzy(a spoufalę się,a co mi), jest z tej bytowo-egzystencjonalej opowiastki morał?
Najlepszy na Dzieci jest spirytus.

skomentuj (9)

Księga Gości